|
Strona 1 z 2 Brakuje kilkunastu tysięcy podpisów o zorganizowanie referendum w sprawie prywatyzacji Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Działacze PiS mają czas do 2 sierpnia. Tymczasem jeszcze do końca lipca ratusz zamierza podjąć ostateczną decyzję w sprawie sprzedaży firmy. Wyścig z czasem trwa. Kto zdecyduje o przyszłości największej miejskiej spółki?
- Obecnie mamy prawie 120 tysięcy podpisów. Aby referendum mogło się odbyć, musimy zebrać 133 tysiące, czyli 10 proc. uprawnionych do głosowania w Warszawie. Do pełni sukcesu brakuje nam kilkunastu tysięcy. Myślę, że do końca lipca uda się zebrać wymaganą liczbę. To referendum może odmienić losy prywatyzacji SPEC-u - poinformował nas Jarosław Krajewski, radny klubu PiS.
Tymczasem miasto wciąż prowadzi rozmowy w sprawie sprzedaży SPEC. Ratusz nie ujawnia, które spółki znalazły się na tzw. krótkie liście. Nie ujawniono też, która firma otrzymała wyłączność na prowadzenie negocjacji. Nieoficjalnie mówi się, że do nabycia SPEC-u przygotowuje się Dalkia, francuska spółka energetyczna, do której należy już 40 spółek grzewczych w całej Polsce. Opozycja gani przedstawicieli ratusza za to, że nie ujawnia żadnych informacji na temat postępu prowadzonych negocjacji.
- Brakuje nam przejrzystości w prywatyzacji SPEC-u. W mediach branżowych pojawiają się nieoficjalne informacje, kto był na krótkiej liście oferentów i z kim teraz miasto negocjuje. Nawet my jako radni nie możemy uzyskać informacji, na jakim etapie są te rozmowy. To powinno być jawne. Przyjęcie przez PO drogi niejawności i tajności potęguje plotki i psuje atmosferę - ocenia Jarosław Krajewski.
Wtóruje mu Ireneusz Tondera z SLD, który również jest przeciwny prywatyzacji SPEC-u. Przedstawiciele tej partii również zbierali podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie prywatyzacji należącej do miasta grzewczej spółki. Zabrakło im jednak ok. 40 tys. głosów poparcia. - Pojawia się pytanie, dlaczego działacze PO nie chcą referendum w tej sprawie. Platforma wpadła w pewną pułapkę. Rozstrzygnięto kilka przetargów inwestycyjnych. To są olbrzymie inwestycje, które pochłaniają lwią część budżetu. Na to nałożył się także kryzys finansowy. Trzeba go więc ratować prywatyzacją samorządowego majątku - kwituje Tondera.
Jego zdaniem lepszym niż sprzedaż kluczowej dla miasta spółki rozwiązaniem byłoby wprowadzenie jej na giełdę. - Zainteresowanie tą spółką byłoby na pewno ogromne. Sprzedaż części akcji dałaby miastu pokaźny zastrzyk finansowy, a tym samym miasto utrzymałoby kontrolę nad firmą. - Jedyną drogą, żeby zablokować prywatyzacje SPEC jest referendum. Jeśli warszawiacy powiedzą "nie" to ich decyzja będzie wiążąca dla władz - dodaje.
Przedstawiciele ratusza ograniczony dostęp do informacji argumentują bezpieczeństwem i dobrem przeprowadzanej prywatyzacji. Ich zdaniem ujawnienie szczegółów mogłoby zaszkodzić prowadzonym negocjacjom. - Nie komentujemy żadnych spraw związanych z prywatyzacją, ponieważ te informacje mogłyby trafić do oferentów. To mogłoby osłabić pozycję negocjacyjną miasta. Nie można wtedy myśleć o tym, by miasto uzyskało najwyższą cenę w procesie prywatyzacji - wyjaśnia Bartosz Milczarczyk, rzecznik prasowy Urzędu m.st. Warszawy.
Przeciwko prywatyzacji warszawskiego dystrybutora ciepła protestują też przedstawiciele związku zawodowego NSZZ "Solidarność" Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Ich zdaniem to doraźna potrzeba ratowania miejskiego budżetu. - Nie widzimy sensu w sprzedaży SPEC, bo po co sprzedawać spółkę, która dobrze funkcjonuje i przynosi miastu coroczne zyski. To mieszkańcy powinni podejmować decyzję w tej sprawie. Tak się dzieje w UE. Ostatnio Włosi decydowali czy sprzedać tamtejsze wodociągi - twierdzi Grażyna Świerczyńska ze specowskiej "Solidarności".
Mimo że kilka miesięcy temu podczas sesji Rady Miasta nie dopuszczono do debaty w sprawie prywatyzacji SPEC, to radni Platformy Obywatelskiej wydają się być spokojni o jego ewentualny wynik. Zdaniem Zofii Trębickiej temat sprzedaży miejskiej spółki w ogóle nie zainteresuje mieszkańców stolicy i nie wezmą udziału w referendum. - Uczestniczę w różnych spotkaniach z mieszkańcami i to nie są sprawy, które ich interesują mocno i dogłębnie. Nie ma dla nich znaczenia, czy to będzie firma prywatna, państwowa czy komunalna. Przeciętny mieszkaniec nie zwraca na to uwagi. On chce mieć ciepło, bez przerw, nie chce awarii - twierdzi przedstawicielka klubu PO.
Jej zdaniem nawet jeśli PiS zbierze wymaganą ustawą liczbę 133 tys. podpisów, to nie weźmie w nim udziału wymagane co najmniej 30 proc. uprawnionych do głosowania. - Myślę, że warszawiacy nie pochylą się nad tematem i nie wezmą w nim udziału. Referendum będzie więc nie ważne. Wtedy podjęcie decyzji po przedstawieniu oficjalnej propozycji oferenta będzie należało do rady miasta - tłumaczy. Jednocześnie zapewnia, że nieatrakcyjnie finansowa oferta będzie równoznaczna z zamknięciem tematu prywatyzacji w tym roku.
Również ratusz wydaje się ze spokojem czekać na rozwój sytuacji. - Czekamy aż wniosek o referendum do nas wpłynie. Każdy może rozpocząć inicjatywę zmierzającą do jego przeprowadzenia. W żaden sposób się na niego nie zapatrujemy - ucina spekulacje na temat ewentualnego referendum rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk. Rzecznik Urzędu Miasta sugeruje jednak, że zebrane przez PiS pod wnioskiem o referendum podpisy mogą być nieważne. Może to wynikać z błędnie przygotowanego wniosku. Choć nie przesądza sprawy, sugeruje, że w takiej sytuacji będzie problem z przeprowadzeniem głosowania. - W zbiorze podpisów z wnioskiem o referendum, które zbiera PiS są również inne pytania dotyczące podwyżek cen wody i komunikacji miejskiej. Wydaje mi się, że tak sformułowane pytania mogą mieć wadę prawną, która nie pozwoli na organizację referendum.
- Naszym celem jest, by mieszkańcy uwierzyli we własne siły, bo to oni decydują o władzy lokalnej. Współdecydowanie nie musi się sprowadzać do oddania głosów w wyborach samorządowych raz na cztery lata. Może się przecież okazać, że mieszkańcy w tej sprawie mają inne zdanie niż partia rządząca. Ja zapewniam, że te podpisy będą miały realny wpływ na przyszłość SPEC, wystarczy tylko później wziąć udział w głosowaniu - nawołuje do udziału w referendum Jarosław Krajewski z klubu PiS.
|